Ułatwienia dostępu

logo muzeum

Biuro czynne:


Poniedziałek - Piątek od 8:00 do 16:00

Godziny otwarcia ekspozycji:

Wtorek – Niedziela: 10:00 – 16:00

Piszą o nas w magazynie VOICES

 
Niezwykle miło nam poinformować, że w sierpniowym numerze magazynu VOICES znalazł się artykuł o Muzeum Badań Polarnych w Puławach.
VOICES to niezależny, wielojęzyczny magazyn młodzieżowy wydawany w Skopje w Macedonii Północnej. Jego oficjalne motto to „Magazine for all young people around the world” (Magazyn dla wszystkich młodych ludzi na świecie). Pismo powstaje z inicjatywy organizacji Volunteers Centre Skopje (VCS) i jest tworzone bezpośrednio przez zagranicznych wolontariuszy Europejskiego Korpusu Solidarności (ESC) oraz lokalnych aktywistów.
 
 
 

Loading Viewer…

 

Tekst w języku polskim:

Festiwal barw z dominacją bieli i błękitu

136 km od Warszawy (według wskazań Google Maps), w dół mapy, we wschodniej Polsce, leży miasto o nazwie Puławy. Nie ma w nim nic szczególnie niezwykłego. Nie jest zbyt duże, choć malowniczo położone nad brzegiem Wisły – największej z polskich rzek. Jest ładne, zadbane i bardzo zielone, podobnie jak wiele innych małych miasteczek w Polsce. Ma też całkiem bogatą historię, czego dowodem są liczne, ciekawe zabytki, na które można natknąć się podczas spaceru. Dlaczego więc w tym artykule zapraszam Was akurat do tego – jak moglibyście zresztą słusznie zauważyć – „zupełnie przypadkowego” miejsca na mapie Polski? Otóż dlatego, że skrywa ono wyjątkowe muzeum, które przenosi odwiedzających prosto między białe góry lodowe i głębię błękitnych wód.

Muzeum Badań Polarnych to jedyna taka instytucja w Polsce. Wszystko, co można tam znaleźć, to ślady polskich wypraw w rejony polarne, ich odkrycia oraz dokumentacja naukowa. Ale to nie wszystko. Wystawy mają najróżniejszy format – od dzieł sztuki po multimedia. Oprócz stałej ekspozycji pojawiają się tu wystawy czasowe, dzięki czemu muzeum stale oferuje przestrzeń, do której można wracać z niesłabnącą ciekawością, by odkrywać coś nowego na własną rękę. Przede wszystkim jednak, zgodnie ze swoim mottem, jest to miejsce, które „przybliża niedostępne”.

Sama nie należę do osób, które przepadają za zimnem, lodem i zimą w ogóle, ale z pewnością jestem niezwykle ciekawa świata. A mroźna, biała Północ ma w sobie coś magnetyzującego. Jest jak nieosiągalne marzenie – zachwycająca, a zarazem mroczna. Ta zimna, pusta i niemal bezludna przestrzeń potrafi przyprawić o gęsią skórkę. Dosłownie. Kiedy dowiedziałam się o istnieniu tego muzeum, wiedziałam, że muszę je odwiedzić. Spacerując muzealnymi korytarzami, pomyślałam, że byłoby wspaniale stać się częścią tej instytucji. Jednak gdy zobaczyłam zdjęcia pracowników, którzy w ramach pracy naukowej wyruszyli na daleką północ, na archipelag Spitsbergen, pomyślałam, że to po prostu „fajna” sprawa – w każdym tego słowa znaczeniu.

Po raz pierwszy próg tej mroźnej i lodowatej, a zarazem niezwykle ciepłej i przytulnej przestrzeni przekroczyłam w słoneczne, majowe popołudnie. Biel i błękit wręcz eksplodowały przed moimi oczami. Po prawej stronie gości wita niedźwiedź polarny naturalnych rozmiarów (wierzę na słowo, że to jego prawdziwa wielkość, bo nigdy wcześniej nie widziałam go na żywo!). Tuż przy wejściu stoi ogromny skuter śnieżny, który aż prosi się o przejażdżkę. I rzeczywiście, można na niego wsiąść (sama mam zdjęcie, na którym udaję, że nim pędzę, podczas gdy moje wewnętrzne dziecko bije brawo).

Jak to muzeum wygląda w środku i jaka panuje w nim atmosfera? Śnieżnobiałe ściany przeplatają się z licznymi oknami pokrytymi arktycznymi pejzażami. Są one półprzezroczyste, dzięki czemu wpuszczają do wnętrza idealną ilość światła. Podłogi w poszczególnych salach sprawiają, że człowiek czuje się, jakby stąpał po surowej, północnej ziemi – od lodowców i zaśnieżonych ścieżek, przez błękitną, przypominającą taflę wody nawierzchnię, aż po skaliste, surowe wybrzeże. Każdy porusza się po muzeum we własnym rytmie i kierunku, zrozumiałym tylko dla siebie. Odkrywanie jest czymś niezwykle osobistym, wręcz intymnym, i najlepiej doświadczać go, podążając własną ścieżką. Nawet jeśli przyjdziesz do muzeum z kimś bliskim, tak jak ja, na miejscu stajecie się osobnymi atomami, z których każdy porusza się we własnym tempie i z własną misją.

Podziwiałam zdjęcia na ścianach. Te małe opowieści z czasów, gdy świat nie znał jeszcze kolorowej fotografii, przybliżały mi codzienność Grenlandczyków ruszających na połowy ryb. Gdzieniegdzie wisiały kości i szkielety morskich zwierząt, opatrzone bardzo precyzyjnymi opisami i ciekawostkami. Zobaczyłam autentyczne jaja pingwina cesarskiego – trofeum z jednej z wielu wypraw. Przeszłam przez wiernie odtworzone kabiny polarników – miejsca, w których spali, jedli i po prostu szukali schronienia przed mrozem, albo chociaż chwili wytchnienia. Mogłam dotknąć i z bliska przyjrzeć się potężnym maszynom i urządzeniom badawczym. W sali multimedialnej założyłam okulary 3D, by poczuć majestatyczną siłę Oceanu Arktycznego w jego tańcu pośród lodowców. Niedźwiedź polarny stanął tuż przede mną – groźny, niemal na wyciągnięcie ręki, jakby zaraz miał ruszyć na łowy. Ku mojej wielkiej radości, pośród wielu zwierząt, a zwłaszcza pingwinów, wypatrzyłam lisa polarnego (tak, lisy to zwierzęta, które budzą we mnie szczególny zachwyt).

Dowiedziałam się też kilku ciekawych rzeczy o Henryku Arctowskim – jednym z pierwszych dwóch Polaków, którzy dotarli do Antarktyki. Na koniec usiadłam w auli, gdzie odbywają się spotkania z naukowcami, specjalistami i wieloma fascynującymi ludźmi. Sala ta stanowi najpiękniejsze zwieńczenie całej podróży. Tuż nad głowami gości, na suficie, rozbłyskuje bowiem zorza polarna. Widok jest po prostu hipnotyzujący.

Podczas mojej wizyty w muzeum prezentowane były dwie wystawy czasowe: Oblivion (Zapomnienie) oraz A Whiter Shade of White (Bielszy odcień bieli). Pierwsza z nich była prezentacją powieści graficznej Frédérica Roussela, na którą składały się rysunki węglem oraz tekst narracyjny. Opowiadała ona prostą, ale poruszającą historię samotnego człowieka, który wyrusza w głąb opuszczonej, surowej krainy, by ją zbadać. Druga wystawa prezentowała dzieła różnych artystów – od obrazów akrylowych i olejnych na płótnie, aż po rzeźby. Ktoś mógłby spodziewać się tam wyłącznie wszechobecnej bieli, tymczasem niektórzy artyści zafundowali widzom prawdziwą eksplozję kolorów. Dlatego tak bardzo spodobało mi się proste wyjaśnienie malarza Łukasza Konieczki, który tak pisał w swoich refleksjach nad tytułem wystawy: „Niektórzy twierdzą, że czerń to »brak koloru«, podczas gdy biel można uznać za »sumę wszystkich barw« (zrównoważoną mieszaninę prostych odcieni)”. Przekraczając próg Muzeum Badań Polarnych, człowiek z pewnością nastawia się na biel, gdzieniegdzie upstrzoną błękitem lub szarością. Rzadko kiedy spodziewa się jednak podróży przez całą paletę barw. Moją wizytę mogę śmiało nazwać prawdziwym festiwalem barw (kolorowym rollercoasterem) z dominacją bieli i błękitu. Z pewnością tam wrócę i to nie raz – choćby po to, by znów łapać na twarzy kolorowe refleksy zorzy polarnej wyświetlanej na suficie albo ponownie stanąć oko w oko z niedźwiedziem polarnym.

Źródła:
Broszura wystawy „A Whiter Shade of White” (materiał promocyjny wystawy)
Ewelina Chańska

Muzeum jest instytucją współfinansowaną ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Samorządu Województwa Lubelskiego.

Kontakt

Informacja

Godziny otwarcia:
Poniedziałek – Piątek: 10:00 – 16:00

© 2022 – 2026 Muzeum Badań Polarnych