Czas poprzedzający najważniejsze święta dla chrześcijan – Zmartwychwstania Pańskiego – wiąże się z tradycją zdobienia pisanek. Tomasz Malanowski – autor znakomitej książki „Na Szpicbergu” (Warszawa 2024, s. 81-82), w opowiadaniu zatytułowanym „Pisanki Linneusza” przedstawia naturalne pisanki arktyczne – jaja nurzyka zwyczajnego (ptaka Północy, który sylwetką przypominać może antarktycznego nielota – pingwina): W kolonii liczącej nawet sto tysięcy ptaków każda para rodziców wysiaduje na zmianę jedno jajo. Czasem wylatują oboje zdobyć cos dojedzenia. I jajo zostaje samo. Kiedy wracają, właśnie po niepowtarzalnym rysunku odróżnią je od pozostałych czterdziestu dziewięciu tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu podobnych. Wzór na skorupce jest jak kod kreskowy, a bystre oczy pani nurzykowej i pana nurzyka działają niczym doskonały skaner. Nie mylą się nigdy. Co ciekawe, jajo przed zniesieniem, jeszcze w ciele samicy, jest jednobarwne. Przeciskając się przez kanał rodny, powoduje pękanie naczynek, a sącząca się z nich krew połączona ze śluzem tworzy niezmywalną farbę, która zdobi te polarne pisanki w jedyny, unikatowy sposób.
Dalej autor „Na Szpicbergu” nawiązuje do starych skandynawskich tradycji zbierania jaj ptaków morskich, opisywanych i zilustrowanych już w dziełach Olausa Magnusa (XVI w.) i Daniela Vettera (XVII w.): Nie wiem czy polarnicy zimujący na Spitsbergenie korzystali kiedykolwiek z tego daru natury. Wiem tylko, że zdobycie arktycznej pisanki nigdy nie było łatwe. I to zbieranie jaj ptaków morskich należy do starej skandynawskiej tradycji. Wspominają o niej już nordyckie sagi. Do dziś przetrwała ona na Islandii. Jaja zdejmują ze skalnych półek pionowych klifów wyspecjalizowani wspinacze, a owoce „jajkobrania” trafiają w części do lokalnych sklepów. Na Svalbardzie ptaki i ich jaja są obecnie pod całkowitą ochroną. Norwescy gospodarze stale zwiększają obszar parków narodowych, aby ograniczyć wpływ człowieka na środowisko naturalne (Tomasz Malanowski, dz. cyt., s. 83).

